Jestem Bogiem / Limitless - recenzja
W czwartek byliśmy na pokazie przedpremierowym filmu Jestem Bogiem. Zaraz przejdę do szczegółów ale w pierwszej kolejności chciałam tylko zauważyć, że szkoda, że film nie wyszedł wcześniej bo pasowałby idealnie do afery z dopalaczami :) Fabuła nie jest zbyt ambitna, aczkolwiek według mnie film ogląda się przyjemnie, a co najważniejsze nie ma się ochoty wyjść wcześniej z sali.Bohater filmu to niespełniony pisarz, któremu nic w życiu nie wychodzi: stracił wenę, opuściła go kobieta, żyje w takim bałaganie, że aż szkoda patrzeć, generalnie nic mu się nie udaje. Aż pewnego pięknego dnia spotyka brata swojej ex, który proponuje mu pewien specyfik, który ma sprawić, że jego mózg zacznie działać w 100%. Eddie (główny bohater) oczywiście bierze tabletkę, później zdobywa ich więcej (w wyniku dziwnego zbiegu okoliczności) i jak to z narkotykami bywa - uzależnia się. Później zaczyna się już typowy film akcji: ktoś chce kogoś zabić, ktoś kogoś śledzi i szantażuje, a pojawia się nawet rosyjska mafia - wszystko w otoczeniu pięknych wnętrz i ładnych obrazków.
P. bardzo podobały się efekty wizualne po zażyciu tego specyfiku, aż szkoda, że nie było to 3D... Ha! Jest nawet Robert de Niro w drugoplanowej roli, ale jednak znaczącej dla fabuły. Nie jest to kino wysokich lotów i może dlatego mi się podobał. Polecam każdemu kto chce się odprężyć przez 105 min :)
| Jestem Bogiem już za nami, 7.04 idziemy na Niepokonanych, a Małą Maturę 1947 prezentujemy rodzicom na urodziny :) |









0 komentarze: