Gdzie planować czas? Notatnik, kalendarz, a może aplikacja?
![]() |
Przez długi czas słowo "planowanie" było dla mnie jednoznaczne z zamknięciem się na niecodzienne sytuacje, nowe doznania i spontaniczne działania. Nic bardziej mylnego. Musiałam jednak dojrzeć, żeby zrozumieć, że każde szaleństwo można uporządkować i czerpać z niego dużo więcej niż nam się wydaje. Mam nadzieję, że rozumiesz o czym mówię. Po prostu postanowiłam wziąć się za siebie i zacząć działać.
Co z tym planowaniem?
Jak się okazuje, to proste. Wręcz banalne. Planowanie to myślenie o przyszłości. Zaczynamy od ogólnego myślenia o bliżej nieokreślonym czasie, aż dochodzimy do szczegółowego planu działania. I właśnie o tym szczegółowym planie dzisiaj Ci opowiem. Dokładniej o tym, gdzie możesz go sporządzić. Możliwości jest sporo, a na samym początku nie jest łatwo wybrać coś odpowiedniego dla siebie.
Od jakiegoś czasu wychodzę też z założenia, że nie trzeba ograniczać się do jednego narzędzia. Można przecież korzystać z różnych dobrodziejstw świata i łączyć je w konfiguracje, które nam najbardziej odpowiadają. Zachęcam do (przynajmniej) spróbowania takiego rozwiązania.
Od jakiegoś czasu wychodzę też z założenia, że nie trzeba ograniczać się do jednego narzędzia. Można przecież korzystać z różnych dobrodziejstw świata i łączyć je w konfiguracje, które nam najbardziej odpowiadają. Zachęcam do (przynajmniej) spróbowania takiego rozwiązania.
Kalendarz papierowy
To pierwszy pomysł, który przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o planowaniu. Kalendarz w formie papierowej towarzyszył mi (i zapewne Tobie także) od najmłodszych lat. Oczywiście, na początku nie był używany zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Był raczej gadżetem, który pozwalał mi poczuć się doroślej. Dopiero później (dużo później) przyszło zrozumienie.
Kalendarz książkowy to rozwiązanie idealne dla osób, które na przykład pracują w domu albo w jednym stałym miejscu. Mogą tam przechowywać wtedy kalendarz i mieć go pod ręką, kiedy jest potrzebny. Jego ogromnym minusem jest waga i wymiary. Moja torebka waży zwykle w okolicach tony i naprawdę dodatkowe ciężary mi nie pomagają. A kalendarze książkowe są zwykle dosyć ciężkie...
Nie ukrywam jednak, że uwielbiam pisać odręcznie i żadna aplikacja nie rekompensuje mi prawdziwego papieru. Inna sprawa, że wszelkiego rodzaju listy zadań, notatki - wolę robić właśnie odręcznie na papierze. Dlatego książkowy kalendarz mam zawsze. W domu służy jako kalendarz rodzinny, w którym zapisuję sobie różnego rodzaju ważne wydarzenia. O tym kiedy indziej ;)
Czym są? To cudeńka bardzo podobne do kalendarzy, jednak spełniające zupełnie inną rolę. O ile w kalendarzu snuję plany na raczej odległą przyszłość, o tyle w plannerze tworzę kreuję raczej najbliższy czas. Służy mi on jako idealne narzędzie do stworzenia planu działania na kolejny dzień. Dzięki niemu moja lista zadań jest zawsze przy mnie. Co najważniejsze - planner jest papierowy i wpasowuje się w moją potrzebę odręcznego pisania i kolorowania wszystkiego.
Nie będę Cię czarować. Jedynym słusznym plannerem, którego należy używać jest ten od Aliny z bloga Design Your Life. Dostaniesz go w dwóch wariantach: godzinowym i zadaniowym, a także w wielu wariantach kolorystycznych. Jest w czym wybierać! :)
Moim nieodłącznym przyjacielem jest także papierowy notatnik. Nigdy się z nim nie rozstaję. Spytasz pewnie - po cholerę Ci on? Jeszcze więcej do dźwigania? Dokładnie tak. Mam mały czerwony notesik w formacie B6. Niestety z moją pamięcią jest coraz gorzej i stosuję jedyną słuszną zasadę - co nie zapisane, nie istnieje. Dlatego właśnie zapisuję wszystkie możliwe pomysły i myśli.
Niektórzy nie potrafią bez nich żyć, inni nie potrafią się z nimi obchodzić. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest połączenie aplikacji mobilnych, które mam zawsze pod ręką z papierowym kalendarzem, plannerem i notatnikiem. Największa zaleta? Mój ulubiony kalendarz (Google Calendar) potrafi synchronizować się z większością aplikacji, a dzięki niemu mam dostęp do wydarzeń mojego Szanownego. Poza tym papierowy kalendarz nie przypomni nam o zbliżającym się wydarzeniu.
WPADNIJ DO MNIE KONIECZNIE W PIĄTEK :)
Kalendarz książkowy to rozwiązanie idealne dla osób, które na przykład pracują w domu albo w jednym stałym miejscu. Mogą tam przechowywać wtedy kalendarz i mieć go pod ręką, kiedy jest potrzebny. Jego ogromnym minusem jest waga i wymiary. Moja torebka waży zwykle w okolicach tony i naprawdę dodatkowe ciężary mi nie pomagają. A kalendarze książkowe są zwykle dosyć ciężkie...
Nie ukrywam jednak, że uwielbiam pisać odręcznie i żadna aplikacja nie rekompensuje mi prawdziwego papieru. Inna sprawa, że wszelkiego rodzaju listy zadań, notatki - wolę robić właśnie odręcznie na papierze. Dlatego książkowy kalendarz mam zawsze. W domu służy jako kalendarz rodzinny, w którym zapisuję sobie różnego rodzaju ważne wydarzenia. O tym kiedy indziej ;)
Plannery
Czym są? To cudeńka bardzo podobne do kalendarzy, jednak spełniające zupełnie inną rolę. O ile w kalendarzu snuję plany na raczej odległą przyszłość, o tyle w plannerze tworzę kreuję raczej najbliższy czas. Służy mi on jako idealne narzędzie do stworzenia planu działania na kolejny dzień. Dzięki niemu moja lista zadań jest zawsze przy mnie. Co najważniejsze - planner jest papierowy i wpasowuje się w moją potrzebę odręcznego pisania i kolorowania wszystkiego.
Nie będę Cię czarować. Jedynym słusznym plannerem, którego należy używać jest ten od Aliny z bloga Design Your Life. Dostaniesz go w dwóch wariantach: godzinowym i zadaniowym, a także w wielu wariantach kolorystycznych. Jest w czym wybierać! :)
Notatniki
Moim nieodłącznym przyjacielem jest także papierowy notatnik. Nigdy się z nim nie rozstaję. Spytasz pewnie - po cholerę Ci on? Jeszcze więcej do dźwigania? Dokładnie tak. Mam mały czerwony notesik w formacie B6. Niestety z moją pamięcią jest coraz gorzej i stosuję jedyną słuszną zasadę - co nie zapisane, nie istnieje. Dlatego właśnie zapisuję wszystkie możliwe pomysły i myśli.
Kalendarze i aplikacje mobilne
Niektórzy nie potrafią bez nich żyć, inni nie potrafią się z nimi obchodzić. Dla mnie najlepszym rozwiązaniem jest połączenie aplikacji mobilnych, które mam zawsze pod ręką z papierowym kalendarzem, plannerem i notatnikiem. Największa zaleta? Mój ulubiony kalendarz (Google Calendar) potrafi synchronizować się z większością aplikacji, a dzięki niemu mam dostęp do wydarzeń mojego Szanownego. Poza tym papierowy kalendarz nie przypomni nam o zbliżającym się wydarzeniu.
WPADNIJ DO MNIE KONIECZNIE W PIĄTEK :)









Ja mam kalendarz książkowy, a dodatkowo korzystam z jednego pliku w Notatniku, w którym wpisuję sprawy "do zrobienia" na blogu i w ogóle w necie.
OdpowiedzUsuńKorzystasz z takiego "zwykłego" systemowego notatnika? Czy masz jakąś aplikację? :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie ze zwykłego, bo akurat smartfona nie posiadam. Więc aby o czymś pamiętać muszę otworzyć kalendarz lub plik.
OdpowiedzUsuńNo to podziwiam :D Ja bym nie dała rady. Przede wszystkim dlatego, że aplikacje, z których korzystam muszą być przede wszystkim ładne ;)
OdpowiedzUsuńSą wręcz niesamowite! Pomagają w życiu. Zwłaszcza blogera :D Karolina, jak jeszcze nie masz, to koniecznie się zaopatrz ;)
OdpowiedzUsuńplanery od Aliny są rewelacyjne...
OdpowiedzUsuńja również używam kilku narzędzi do planowania... i tych tradycyjnych, papierowych jak również mobilnych... mam swój ulubiony mały notes, który zawsze mam przy sobie, większy leżacy w widocznym miejscu oraz mobilny kalendarz Google - bez niego już kilka razy zapomniałabym o ważnym wydarzeniu, czy zaplanowanym zadaniu do zrobienia :)
pozdrawiam serdecznie
o widzę, że nie tylko ja stawiam nie tylko na funkcjonalność jak i na wygląd :))
OdpowiedzUsuńBratnia zorganizowana dusza :D
OdpowiedzUsuńStanowczo ;)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Twoim stwierdzeniem - co nie zapisane, nie istnieje - zawsze miałam dobrą pamięć, pamiętam o na prawdę wielu ważnych rzeczach, ale z czasem napływu obowiązków, niektóre rzeczy zaczęły mi umykać. Od zawsze używam kalendarza i plannera (też tego od Aliny :), od niedawna aplikacji mobilnych - tak na wszelki wypadek wole mieć wszystko zapisane, do pracy, do domu, dla siebie. Nagminnie używam też karteczek, są one wszędzie! Lepiej mieć trzy, cztery razy zapisane, niż zapomnieć o czymś ważnym :)
OdpowiedzUsuńJa od jakiegoś czasu zastanawiam się nad metodą małych karteczek, ale niestety obawiam się, że moje koty by się z nich za bardzo ucieszyły :P
OdpowiedzUsuńOj tak, kociaki lubią takie małe cudeńka, miałyby ubaw :)
OdpowiedzUsuń