Wykreślamy punkty z listy!

 
Wieczorami, kiedy na moją listę zadań na kolejny dzień wyrzucam wszystko z mojej głowy, kompletnie nie zastanawiam się nad tym, co tam się znajdzie. Zresztą jest to zgodne z naukami Pani Swojego Czasu (którą z tego miejsca serdecznie pozdrawiam i bardzo dziękuję za każdego jej posta!). Dopiero następnego dnia rano, kiedy spisuję listę w jakąś mającą sens całość, przeglądam każde wypisane zadanie i podejmuję decyzje. Decyzje, które wpływają na cały mój dzień.

Był taki czas, że moje listy zadań dosłownie pękały w szwach. Byłam dumna z tego, że jestem w stanie wpisać na nie nawet 30 podpunktów (serio!). No bo przecież to niesamowite, że mogę tyle zrobić jednego dnia! Tylko kurczę nie pomyślałam o tym, że tak naprawdę nie dam rady tego wszystkiego ogarnąć i denerwowałam się bardzo mocno, że wieczorem, kiedy przychodziła chwila refleksji, wykreślałam z listy jedno, może dwa zadania. Zachodziłam w głowę - WTF?!

Aż w końcu mnie olśniło. Tak, należy to nazwać olśnieniem. Doszłam do niewiarygodnego odkrycia - lista zadań na dany dzień nie musi (ba! nawet nie może) być długa. Wręcz powinna być w miarę krótka. Od tego zaczęła się moja mała życiowa rewolucja. Przy porannym tworzeniu listy zadań zaczęłam poważnie zastanawiać się nad jej podpunktami. Działam według krótkiego schematu:

1. Czy na mojej liście są zadania, które są ważne dla kogoś innego?
2. Jeżeli są i jednocześnie nie są ważne dla mnie - wykreślam je.
3. Czy wykonanie zadania przybliża mnie do osiągnięcia celu?
4. Jeżeli nie - wykreślam.
5. Powtarzam schemat dwukrotnie.

Krótko mówiąc - nie wszystkie zadania są tak ważne, jak wydawałoby się na początku!

Mam prośbę - dajcie znać jak radzicie sobie ze zbyt długimi listami zadań?


0 komentarze: