Poszłam na zakupy ...

Za oknem zaświeciło słoneczko, więc w przypływie dobrego humoru wybrałam się do rosa na zakupy. Na szczęście skusiłam się tylko na "najpotrzebniejsze" rzeczy. Mimo tego, trochę do koszyka rzeczy wpadło. Muszę się Wam przyznać, że od jakiegoś czasu robię wszystko, żeby tylko nie zabrać się za pisanie magisterki. Teraz, kiedy za oknem zaczyna pojawiać się słońce, będzie jeszcze trudniej ...

Zakupy kwietniowe
Trochę tego jest, a do tego tak ładnie - wiosennie - wygląda.

Zakupy kwietniowe
Na początek dwa żele pod prysznic z Original Source. Ostatnio się w nich zakochałam i czuję, że to będzie dłuższa znajomość. Uwielbiam je za cenę i zapachy. Tym razem wybrałam ostatki z zimowej kolekcji i coś odświeżającego - idealnego na wiosnę.

Zakupy kwietniowe
Moi maszynkowi absolutni ulubieńcy. Chyba nie muszę tłumaczyć, dlaczego jest to rzecz pierwszej potrzeby na nadchodzącą porę roku? ;) Macie może innych faworytów?

Zakupy kwietniowe
Powróciłam też z podkulonym ogonem do konjaca, czyli magicznej gąbeczki do mycia twarzy. Zapomniałam o niej dosłownie na kilka miesięcy. Moja poprzednia stwardniała na kamień i odbarwiła się na dziwnie różowy kolor. Teraz nadszedł czas na kolejną :)

Zakupy kwietniowe
Zostałam też zauroczona fajnym kształtem pumeksu, którego od jakiegoś czasu mi brakowało. Powiem Wam, że ten kształt jest naprawdę wygodny.

Zakupy kwietniowe
Wybór padł także na drapiące narzędzie tortur. Szczota ma długą drewnianą rączkę, więc świetnie radzi sobie z szorowaniem pleców, a gumowe (?) wypustki służą za masażer. Jestem jak najbardziej na plus :)

Zakupy kwietniowe
Jako, że wróciłam z wakacji, a moja opalenizna niestety wygląda bardzo mizernie postanowiłam dobrązowić się brązowym specyfikiem z Dove. Naszło mnie po jednym ze starych filmików Paninorge. Muszę przyznać, że naprawdę działa. Nadaje fajny koloryt skórze i nie śmierdzi! Całkiem przyjemnie się ściera i nie zostawia plam. Obszerniejsza recenzja pojawi się zapewne kiedyś ;)

Zakupy kwietniowe
Na koniec w szale zakupów kupiłam farbę i znowu wróciłam do czerni na głowie :) Długo się nosiłam z tą decyzją, bo przecież ślub i nie będę niszczyć włosów, ale nie wytrzymałam :) No i teraz jestem znowu czarna. Uwielbiam te farby za łatwość nakładania i trwałość. Spierają się bardzo powoli i równomiernie.

8 komentarzy:

  1. Fioletowy żel OS jest obłędny :3

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam identyczną szczotę :D A balsam z Dove bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  3. przygotowania do wiosny pełną parą :)

    OdpowiedzUsuń
  4. używałam kiedyś tego balsamu z Dove i byłam na prawdę zadowolona, dawał delikatny efekt, bez żadnych plam i smug

    OdpowiedzUsuń
  5. Pumeks i szczota wyglądają fajnie;) lubię takie drewniane gadżety.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam o tej gąbeczce

    OdpowiedzUsuń