Przedwiośnie żywych trupów

Chciałam podzielić się z wami moimi odczuciami po walce z książką Przedwiośnie żywych trupów. Piszę, że po walce, bo niestety nie udało mi się jej doczytać. Doszłam do połowy i poległam. Jest to dla mnie duża porażka, ponieważ staram się doczytać nawet najgorszą książkę. Tej jednak nie dałam rady.
Jest to taki literacki remake szkolnej lektury Żeromskiego (jest on zresztą podany jako autor). Drugim autorem okazał się Kamil Śmiałkowski. Cały pomysł na książkę opiera się na przerobieniu oryginału i stworzeniu czegoś, co młodzi ludzie chętniej przeczytają. Śmiałkowski do nowej wersji książki nie dodał prawie nic. Co kilka zdań Żeromskiego wkrada się jakieś jedno drugiego "autora".
O fabule pisać nic nie będę, bo jeżeli ktoś do liceum uczęszczał to czytał Przedwiośnie lub przynajmniej jego streszczenie. W opisywanej przeze mnie książce nie uległo zmianie nic prócz tego, że rewolucjoniści zostali zamienieni w zombi pałające ogromną miłością do ludzkich mózgów. Wydawałoby się, że pomysł świetny i w Tosiowych klimatach, ale czytać się tego nie da. O ile oryginał przeczytałam w kilka dni, tak tego nie dałam rady w ogóle. Nie polecam i przestrzegam

4 komentarze:

  1. głupoty? czy styl bez sensu?
    Żeromski sie w grobie przewraca :P

    OdpowiedzUsuń
  2. i głupie i beznadziejny styl ... Żeromski by się załamał jak nic ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja myślę że nie ma sensu przerabiać takich kultowych książek.
    Pozdrawiam i życzę miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Po próbie przeczytania tego czegoś, uważam tak samo :)

    OdpowiedzUsuń