Dziewczyna z portretu - film, który nie potrafił mnie wzruszyć
A musicie wiedzieć, że płaczę naprawdę na większości filmów. Nie potrzeba mi wiele. Uroniłam łzę nawet na Epoce Lodowcowej. A to już o czymś świadczy.
![]() |
| fot. Universal Pictures |
Na Dziewczynę z portretu poszłam, bo obiecałam sobie, że obejrzę wszystkie tegoroczne oscarowe filmy. A ten jest oczywiście jednym z nich. Spodziewałam się pięknej opowieści o przemianie, pełnej wzruszeń i radości. Niestety dostałam mocnego kopa w dupę. I sama nie do końca wiem, co mam myśleć.
Po wyjściu z kina miałam bardzo sprzeczne odczucia co do tego filmu. Zawsze myślałam o sobie, jako o bardzo tolerancyjnym "ludziu". A po tym filmie już sama nie wiem. Wszystko przez to, że główny bohater wzbudzał we mnie bardzo negatywne odczucia. Nie, nie dlatego, że chciał się zmienić. W tym nie widzę kompletnie nic złego. Chodzi mi raczej o to, że przez cały czas myślał tylko o sobie. Nic wokół go nie obchodziło. Nie interesował go przyjaciel, ani tym bardziej żona, która go tak bardzo kochała, że aż zrozumiała i zaakceptowała to, co się z nim działo. Einar/Lili był dla mnie tak mało pozytywną postacią, że nawet w czasie teoretycznie najtragiczniejszej chwili nie potrafiłam uronić ani jednej łzy. Ba! Denerwowały mnie nawet jego gesty i uśmiech. Przez cały czas nie mogłam się nadziwić jak Gerda może to wytrzymywać. Jak bardzo musi go kochać.
Możliwe (i mam taką nadzieję), że był to celowy zabieg reżysera. Ale mnie ten film bardzo zmęczył. Z drugiej strony skłonił mnie do przemyśleń, a to nie jest zbyt częste.
Jestem bardzo ciekawa czy oglądałyście Dziewczynę z portretu. A jeszcze bardziej ciekawi mnie, jakie wrażenie na Was wywarł. Dajcie znać.









0 komentarze: